sobota, 31 stycznia 2015

Rozdział 4 - Powroty

    Oscar pov.
   
    Charlotte. 
To jedno imię odbijało się w mojej głowie niezliczenie wiele razy. Ona nie mogła tu być. Przecież mieszkała w Stanach. Wróciła po to, aby zniszczyć mnie? Moje życie? Odebrać mi znajomych? Do czego jest to jej potrzebne? A już myślałem, że tak łatwo mogę zapomnieć o dawnym życiu.
- Cześć jestem Lottie.- podbiegła radośnie zarzucając swoimi lokami które wypadały jej z wysokiej kitki. Wyciągnęła w moją stronę rękę owiniętą w jakiś czarny materiał.
- Nie rób z tego wielkich scen.- nie poznała mnie. Nie zamierzałem zawierać z nią jakiś głębszych znajomości, a przynajmniej nie po tym co stało się wcześniej.- Słuchaj to, że jesteś nowa nie oznacza, że...
- Oscar, daj jej spokój.- Odezwał się za moimi plecami Ogge. On zawsze musi się wtrącić w najbardziej nieodpowiedni moment.
- A Katniss, gdzie jest? Czy już sobie znalazła innego na pocieszenie?- sam nie wiedziałem co mówię. Dopiero po fakcie udało mi się to zrozumieć. 
- Słuchaj, to że mieliśmy pewien problem nie oznacza, że masz się zachowywać jak skończony idiota w stosunku do nas. Równie dobrze możemy cię tu zostawić i do Edenburgu będziesz wracał pieszo.- odezwał się Ogge, a ja bez dalszych słów wsiadłem do zamówionej przez nich taksówki i zająłem miejsce przy oknie. 

Ariana pov.

- Walter, Sandman! Do mnie w tym momencie.- Zawołała wściekła Mrs. Moore więc oznaczało to tylko jedno: zostanie po godzinach. Mimo, że nie zrobiliśmy nic za co moglibyśmy zostać pani Moore zawsze coś znalazła akurat na nas.
- Myślę, że zależy wam na szóstce na koniec z fizyki bo widzę, że oboje jesteście bardzo aktywni i wam zależy.- pokiwaliśmy twierdząco głową.- Mam dla was propozycje. Zorganizujecie w piątek noc filmową w szkole, filmy oraz całą resztę pozostawiam wam, jeśli będzie to wielkim wypałem, czy jak wy na to mówicie, zastanowię się nad oceną celująca na koniec roku.
Nie musieliśmy się długo zastanawiać i twierdząco pokiwaliśmy głowami.

Darcy pov.
   Słowo "impreza" w moich ustach brzmi mniej więcej jak nie zapomniana, niezwykła noc (tak możecie z tego odczytać to). Kiedy tylko z Louisa dowiedziałyśmy o Stodole, zaczęłyśmy się przygotowywać jakoś tydzień lub dwa wcześniej. 
Właściwie siedziałam wtedy u kosmetyczki kiedy mój telefon zawibrował. 
- Musi być to coś mega ważnego skoro przerywasz mi wizytę u Ashley.- stwierdziłam na początku do Veronici. 
- Tak jest to dość ważne, przynajmniej dla ciebie.- odpowiedziała
- No mów, troszkę mi się spieszy przypominam Ci, że za dokładnie dwa dni jest impreza więc sory cię bardzo paznokcie same się nie zrobią.- odparowałam. Na prawdę nie miałam ochoty teraz z nią rozmawiać. 
- Oscar wrócił do Edenburgu. 

Felix pov.

    Dogadanie się z Arianą to jak zabawa z aligatorem w małej klatce. Na prawdę jeśli kochasz swoje życie nie narażaj się Ari szczególnie kiedy ma okres.
      Poznaliśmy się w dzieciństwie, pani w pierwszej klasie stwierdziła, że chłopcy którzy siedzą z chłopcami i dziewczyny które siedzą z dziewczynami bardzo dużo rozmawiają i przeszkadzają jej w prowadzeniu lekcji. Dlatego stwierdziła, że nas przesadzi i tak trafiłem do dziwnej Mindy która jadła własne smarki i gdy Smarkowata Mindy (a raczej jej rodzice) postanowili się przeprowadzić gdzieś na drugi koniec świata czy gdzieś tam i śmierdząca pani Groo kazała mi usiąść z dziewczyną która jako jedyna siedziała sama. Możecie się domyślić. To była Ariana.
Od razu staliśmy się najlepszymi przyjaciółmi. Wymykaliśmy się podczas zajęć kiedy inne dzieci molestowały instrumenty i grałem jej jedyną piosenkę jaką umiałem zagrać wtedy na gitarze ( bo tylko tej jednej mój tato zdołał mnie nauczyć), a nosiła ona nazwę : "Wonderwall" i była to jej ulubiona piosenka którą uwielbiała wtedy śpiewać.
Kochałem ją (tak bardzo po przyjacielsku, nie myślcie sobie nic dziwnego zboczeńcy!) tak bardzo kiedy śpiewała. Była taka radosna i robiła to tak do czternastego roku życia, a później stwierdziła, że "wyję" i musi być na prawdę nieźle wstawiona, żeby zaśpiewać cokolwiek. Ale uwierzcie mi. Głos ma na prawdę cudowny i tylko ja go doświadczyłem tak na prawdę.
Raz po zamknięciu szkoły siedzieliśmy w klasie i tworzyliśmy jakąś piosenkę na moje nowe ukulele, bo musiałem zaprezentować cokolwiek na "Mam Talent" i właściwie wtedy napisaliśmy tyle co nic i przesłała mi tekst e-mailem. Jednak wtedy zdarzyło się coś wspaniałego. Usiadła przy pianinie (nawet nie wiedziałem, że potrafi grać) i uderzając w poszczególne klawisze nabrała pewności siebie i po kilkunastu sekundach rozpoczęła jedyną piosenkę którą słyszałem od niej tak bardzo szczerze, jak w tamtym dniu.

Goodbye my almost lover
Goodbye my hopeless dream
I'm trying not to think about you
Can't you just let me be?
So long my luckless romance 
My back is turned on you
Should've know you bring me heartache
Almost Lovers Always Do *

Spojrzałem wtedy na nią osowiały, ale ona tylko zabrała swój plecak, przerzuciła go przez ramię i wyszła. Przez cały kolejny tydzień nie było jej w szkole.
     Kiedy postanowiła wrócić, albo kiedy mamie już znudziły się wymówki z bolącym brzuchem od razu zapytałem co się stało i dlaczego aż tak długo nie było jej w szkole. Na początku mnie unikała, później wymyślała jakieś głupie wymówki, że musi coś zrobić z Veronicą, chociaż każdy wiedział, że te dwie się nawzajem nienawidzą. Kiedy w końcu ją "dopadłem" powiedziała, że mam zapomnieć o tym co się wydarzyło. Odpowiedziałem jej wtedy, że ma się o to nie martwić. 
Jednak skłamałem. 
Zawsze będę to pamiętał. 


Omar pov.
      To aż dziwne, żeby w to uwierzyć, ale prawdę mówiąc jest to dopiero druga randka moja i Louisy. Chodziliśmy ze sobą od jakiś kilku tygodni jednak nie należymy do tych parek które zawsze chodzą obok siebie, kontrolują komórki swojej drugiej połówki, jeżdżą razem na imprezy, "robią sobie przerwy" bo i ukochany porozmawiał z jakąś dziewczyną z klasy o zadaniu domowy oraz nie liczą na dziki seks po pierwszym spotkaniu. 
Byliśmy raczej z tych którzy potrafią żyć bez siebie, chodzić okazjonalnie za rękę po szkole czy gdzieś w parku. Chodziliśmy do starych kawiarenek na przedmieściach, bo właśnie takie uważałem za najbradziej romantyczne chociaż wiedziałem, że umawianie się z jedną z najpiękniejszych dziewczyn w szkole jest ryzykowne i że ona wolałaby być w centrum uwagi. 
    Siedzieliśmy w spagaterii w centrum na zewnątrz, a towarzyszył nam smród spalin samochodów oraz jakiś pijany Elvis śpiewający "School's Out" Alice Cooper w parku. Uwielbiałem tą piosenkę chociaż wiedziałem, że Louisa przepada bardziej za Justinem Bieberem itp. 
I właściwie tak jak na każdej naszej randce nic się nie działo. No prawie by się nic nie działo oprócz tego przeklętego sms'a który miał zmienić moje cholerne życie.


Lottie pov. 

    Wracając do domu, rozmyślałam dlaczego ten chłopak tak bardzo był dla mnie oschły mimo, że nawet się nie znaliśmy. Wracałam okrężnymi drogami, chciałam aby droga była jak najdłuższa. Chciałam rozkoszować się deszczem który niespodziewanie spadł oraz muzyką która leciała z moich słuchawek na uszach. Kiedy przechodziłam obok parku ujrzałam wysoką, wychudzoną wręcz blondynkę z dwoma walizkami i telefonem wciśniętym w rękę dzięki któremu usilnie chciała się z kimś skontaktować, ale widocznie jej się rozładował czy coś takiego. 
Podeszłam do niej i zaoferowałam pomoc, na co ona na mnie spojrzała swoimi czarnymi dużymi oczami i powiedziała:
- Cześć, Lottie.
Z butelką czytej whiskey oraz dwiema paczkami marbolo siedziała Queen. 


_____________________________________________________________
* Do widzenia mój niedoszły ukochany
Do widzenia, pozbawiony nadziei śnie
Staram się o tobie nie myśleć
Czy nie mógłbyś pozwolić mi po prostu ... być?
Żegnam moja nieszczęśliwa miłości
Odwracam się do ciebie plecami
Powinnam była wiedzieć, że przyniesiesz mi ból serca
Niedoszli ukochani zawsze tak robią 


Honey†

1 komentarz: