Krótko po tym zapisała mnie na terapie ale i tak kończyło się na tym, że potrafiła mnie zaprowadzić pod same drzwi pani psycholog, a gdy tylko wyszła, udałam się wyjściem ewakuacyjnym do tylnej części budynku, wyciągałam książkę i telefon z ustawioną i z resztą jedyną playlistą.
Mijały dwie godziny, przyjeżdżała po mnie i znowu wracałyśmy w ciszy do domu i szłam do swojego pokoju siedząc kolejne godziny w samotności. Moja jedyna przyjaciółka została w Norwegii, ale właśnie tego dnia się wszystko zmieniło.
Kiedy jak zawsze z resztą siedziałam w swoim pokoju mój telefon pierwszy raz od kąt przeniosłam się do Szkocji zawibrował, a na wyświetlaczu pojawiła się nazwa "Asil" i już wiedziałam, że nie mogła długo beze mnie wytrzymać. Jednak byłam w błędzie, bo po przeczytaniu tego sms'a mój świat ponownie się załamał.
Nie rozumiałam skąd nagle Asil tak do mnie napisała, skoro przyjaźniłyśmy się bardzo długo i prawdę mówiąc byłyśmy nierozłączne. Nie wiem czemu, ale kiedy to przeczytałam nic nie wypowiedziałam,a oznajmiłam ( i ku zaskoczeniu) rodzicom, że wychodzę.
Tego dnia był 6 września i właściwie rok szkolny zaczął się 1 września jednak ja nie poszłam do szkoły wymyślając jakąś historyjkę mamie, że boli mnie brzuch itp. Jednak nie uniknione jest to, że jutro będę musiała iść do szkoły.
Poszłam do jedynego miejsca które znałam a mianowicie stary drewniany most (co dziwne bo panicznie boje się mostów, ale akurat ten był bodajże półtora metra nad ziemią dlatego nie było aż tak wielkiej tragedii.
Usiadłam się na barierce która troszkę już się pokrywała nie zindifikowaną zielenią i wyciągnęłam swój zeszyt do "wszystkiego" i przerzuciłam kilka kartek. Znalazłam pustą i zaczęłam coś w niej pisać gdy nagle wypadła mi z rąk i ląduje w rzece. Pierwsza myśl to wielka panika, gdyż mała cząstka mnie właśnie się topi. Zbiegłam z drewnianego mostu i stanęłam przy brzegu. Zeszyt wylądował na tylniej okładce która była wykonana z grubego materiału dlatego kartki nie zdążyły przemoknąć.Może się to wydawać głupie ale przez dobre pięć minut stałam przy brzegu zastanawiając się czy wejść do wody czy nie. Nie umiałam pływać, ale nie rzeczka nie wydawała się głęboka dlatego ściągnęłam buty i w samych skarpetkach weszłam do wody. Uwierzcie mi, że nie przesadzam, ale była lodowata a każde kolejne uderzenie o moje nogi było jak wbicie tysięcy igieł pod skórę. Dosięgłam zeszytu i uniosłam rękę wysoko do góry jak zwycięzca podnosi puchar po wygranych zawodach czy meczu. Wyszłam z wody cała przemoczona i nawet nie chciało mi się już zakładać butów tylko przewiązałam sznurówki między nimi i trzymałam w ręce.
Już nie pamiętam jak wyglądała mina kasjerki kiedy weszłam do Starbucksa i poprosiłam o dużą latte z butami w ręku, wełnianym wyciągniętym i kompletnie mokrym beżowym swetrze, mokrych włosach i makijażu niczym z filmu "Sierota" (btw. całkiem spoko był ten film). Po jakże udanym zakupie skierowałam się do parku. Park był centrum miasta i właściwie byłam tam drugi raz ale jakoś pokochałam to miejsce. Wyciągnęłam z plecaka chusteczki higieniczne i wytarłam mój przepiękny makijaż, natomiast włosy związałam w koka na czubku głowy. Ściągnęłam sweter i tak zostałam w białym podkoszulku przemokniętym do suchej nitki odkrywający mój czarny stanik.
Jakiś chłopak usilnie gwałcił gitarę dlatego do niego podeszłam wrzuciłam mu do kapelusza trochę drobnych i zapytałam o gitarę. Zadowolony z zarobionych pieniędzy oddał mi ją i oznajmił, że wróci za dwadzieścia minut. Uśmiechnęłam się i obiecałam, że będę w tym samym miejscu kiedy wróci.
Nastroiłam szybko gitarę i zaczęłam grać bardzo znaną mi ostatnio piosenkę.
Ready or not
Give all we've got
Yeah you can't deny
Taht baby you're never fully dressed without a smile
Don't sink the boat when you lose hope
I keep alive
But baby you're never fully dressed without smile
Kilku ludzi zwróciło na mnie uwagę i zebrało się w okół mnie, a nawet nie zauważyłam kiedy ktoś zaczął ze mną śpiewać refren i szczerze powiem, że nasze głosy ze sobą współgrały. Dostałam nawet kilka "napiwków" ale stwierdziłam, że zostawie je temu chłopakowi i po zagraniu piosenki odłożyłam gitarę i wróciłam do swojego miejsca na ławce i zabrałam wszystkie rzeczy które tam leżały i wróciłam do domu. Szczerze wam się przyznam w łóżku piszczałam jak jakaś napalona jedenastolatka na Justina Biebera czy coś tak.
Po prawie nie przespanej nocy obudził mnie budzik o siódmej i prawdę mówiąc ledwo co podniosłam powieki. Jednak udało mi się szybko ogarnąć to i owo, że o ósmej trzydzieści byłam już na przystanku i czekałam na autobus. Włożyłam do uszu słuchawki i włączyłam piosenkę którą wczoraj śpiewałam w parku i myślami powróciłam do tajemniczego chłopaka który ze mną śpiewał. Już prawie zapomniałam o sytuacji z Asil i wydaje mi się, że to nawet dobrze.
Autobus przyjeżdża i jadę do szkoły zajmując miejsce obok jakieś starszej pani i słuchając piosenek z mojego telefonu.
Kiedy dojeżdżam szkoła wydaje mi się ogromna,a ja przy niej taka mała. Wchodzę do środka i patrze na kawałek papieru gdzie zapisałam sobie plan lekcji. W sali 198 mam pierwszą lekcje, a to oznacza 1 piętro.
Wchodzę po wypastowanych schodach i kieruje się do klasy w której mam pierwsze zajęcia. Nagle ktoś stuka mnie w ramię, a ja delikatnie się odwracam i uderzam głową w jego tors. Przede mną stał wysoki blondyn w czapce i uśmiechał się do mnie śnieżnobiałymi zębami.
- Mógłbym zadzwonić do mojego brata, że ma po mnie przyjechać o 4? - zapytał i przekręcił głowę w lewą stronę dzięki czemu wyglądał całkiem uroczo.Autobus przyjeżdża i jadę do szkoły zajmując miejsce obok jakieś starszej pani i słuchając piosenek z mojego telefonu.
Kiedy dojeżdżam szkoła wydaje mi się ogromna,a ja przy niej taka mała. Wchodzę do środka i patrze na kawałek papieru gdzie zapisałam sobie plan lekcji. W sali 198 mam pierwszą lekcje, a to oznacza 1 piętro.
Wchodzę po wypastowanych schodach i kieruje się do klasy w której mam pierwsze zajęcia. Nagle ktoś stuka mnie w ramię, a ja delikatnie się odwracam i uderzam głową w jego tors. Przede mną stał wysoki blondyn w czapce i uśmiechał się do mnie śnieżnobiałymi zębami.
- Ym.. jasne - wymamrotałam pod nosem i podałam mu telefon ówcześnie go odblokowując.
Wpisał kilka cyfr nacisnął na zieloną słuchawkę powiedział swojemu bratu informacje coś powciskał i oddał mi mój aparat. Podziękował, a ja odpowiedziałam mu uśmiechem i jako jedna z ostatnich weszłam do klasy. Ławki były podwójne i prawie każdy już z kimś siedział. Tylko jedna brunetka pozostała bez pary dlatego usiadłam obok niej. Przywitałyśmy się i wyciągnęłam zeszyt oraz piórnik. Nagle przyszedł mi sms.
---------------------------
Piosenkę którą śpiewała Lottie była to Sia "You're never fully dress without a smile" i myślę, że to wszystko wyjaśni :)
Honey†


Świetny rozdział :)
OdpowiedzUsuńCzekam na next ^^
Boskie ;)
OdpowiedzUsuń