Zbliżał się zimowy bal i nie wiem czy na ironie czy może i nawet dobrze, ale nie miałam wyjścia i postanowiłam, że pójdę z Felixem. Bal miał się odbyć pierwszego grudnia, a moja osiemnastka wypadała dwudziestego listopada.
Nie urządzałam jej jakoś specjalnie po prostu wyszłam z moim (i jak na ironie jedynym) przyjacielem do jakiegoś klubu z którego nic nie pamiętam ponieważ byłam tak pijana, że na drugi dzień miałam płukanie żołądka.
Kiedy o czwartej nad ranem wróciłam ze szpitala do domu marzyłam tylko o tym aby iść spać, lecz o jedenastej przyszedł Felix i wpuściła go moja mama. Zeszłam na dół owinięta kołdrą lecz poszliśmy jak zawsze do mojego pokoju.
- Widzę, że się ostro bawiłaś beze mnie.- powiedział z ironicznym uśmiechem wskazując na moją twarz, a ja potrafiłam się domyślić, że po prostu wyglądam jak typowy zombie w makijażu (lub jego częścią).
- Daj spokój nawet sobie nie wyo....- i w tym momencie do mojego pokoju wpadli moi dwaj młodsi bracia krzycząc na cały głos "Stella miała płukanie żołądka", a ja walnęłam ich poduszką. Zaczęliśmy się śmiać i od razu poprawił mi się humor po wczorajszych wrażeniach.
- Wiesz co, czasem cieszę się, że cię mam.- powiedział do mnie, a na moją twarz wszedł mały uśmiech.
- Tak samo jak na ten pryszcz na twojej szyi? - zapytałam, a on odruchowo dotknął się szyi, a ja zaczęłam się śmiać.- Chodź tu wyduszę ci go, no chodź.- zaśmiałam się i rzuciłam się z rękami do niego. Później nagle zaczęliśmy się bić poduszkami.
- Jaka kara się trafiła?- zapytałam.
- Dwie godziny w bibliotece. Codziennie.- odpowiedział z załamaniem w oczach. To prawda, Felix nienawidzi być cicho, a co dopiero czytać książek.- Ale jest jeden plus. Theo Jones.
- Theo Jones? Daj spokój nawet ja chciałabym ją przelecieć.- zaśmiałam się i zeszliśmy na dół zrobić kakao.
Bal zbliżał się coraz bliżej i było już wiadome, że pójdę na niego z Felixem. W między czasie zaprosił mnie na niego Logan - największe ciacho w szkole, oczywiście musiałam mu z grzecznością odmówić.
Tego dnia było zimno,a razem z większością naszych znajomych siedzieliśmy na plaży. Felix cały czas mówił o super lasce Theo z biblioteki i jak bardzo chciałby gdzieś ją zaprosić.
Jeden z naszych znajomych przyniósł piwo i oczywiście nie mogłam odmówić. Jednak jak to ze mną jest po trzech piwach byłam już wstawiona. Zaczęłam tańczyć po plaży nawet weszłam do wody chociaż było zimno jak nie powiem co. Nie pamiętam zbyt dużo z tego wypadu lecz na drugi dzień wylądowałam w nie znanym mi pokoju w nieznanym mi łóżku.
Głowa bolała mnie nie miłosiernie i gdyby nie to, że nie wiedziałam gdzie kompletnie się znajduję mogłabym leżeć w tym łóżku cały dzień.
Nagle do pokoju wszedł mój najlepszy przyjaciel w samych spodniach. Powiem wam, że gdyby nie był w tym momencie moim przyjacielem powiedziałabym, że jest bardzo seksowny.
- Stells, ty moja szalona alkoholiczko kiedy ty się ogarniesz?- zapytał z uśmiechem i usiadł na łóżku. Przepraszam was wszystkich bardzo, ale nie mogłam oderwać wzroku od jego cudnie umięśnionego brzucha.
- Daj spokój głowa to mi chyba zaraz wybuchnie. Gdzie ja jestem? - zapytałam.
- Widzę, że z tobą jest już na prawdę źle skoro mojego domu nie rozpoznajesz.- i nagle moje szare komórki się obudziły.
Gadaliśmy jeszcze przez jakąś godzinę i musiałam wrócić do domu.
- Stella mam już dość! Nie mam zamiaru dalej znosić twojego zachowania. Wyjeżdżasz na wieś do babci. Oddaj mi telefon i marsz na górę się pakować.- Byłam w ogromnym szoku i nie spodziewałam się takiego zachowania po mojej mamie. Oczywiście, że wiedziałam że ostatnio troszkę przesadzam jeśli chodzi o moje alkoholowe wybryki, ale to już była kompletna przesada.
Jednak nie miałam wyboru spakowałam w płaczu wszystkie swoje rzeczy i bez słowa, ani patrzenia na rodziców wsiadłam do taksówki i wyjechałam do Texsasu.
Może i to zabrzmi dziwnie, ale początkowo nie czułam nic co mogło by świadczyć o jakimkolwiek załamaniu czy coś w ten deseń dopiero kiedy przyszedł kolejny dzień, a ja jak zawsze obudziłam się i otwarłam okno, żeby posłuchać brzmienia gitary i jego śpiewu, kiedy śpiewał mi "Your Song" i kiedy właśnie otwarłam to okno i zamiast pięknego dźwięku gitary i jego głosu do moich nozdrzy dobiegł tylko zapach zwierząt farmerskich momentalnie do moich oczu naleciały łzy.
Kolejne tygodnie mijały na tym samym, nic nie jadłam, jedynie potrafiłam wpatrywać się w talerz i dziękować Norce*, że za mnie wszystko zjadła.
Moja babcia mieszkała w Texsasie od dawien dawna i rzadko kiedy ją odwiedzałam. Co jak co, ale okazja mogła nadarzyć się lepsza. Babcia mieszkała z dziadkiem który zawsze traktował mnie jak swoją własną córkę.
Więc kiedy znowu przyszłam po skończeniu brudnej roboty kazał mi do siebie przyjść. Mój dziadek prawdę mówiąc nie wyglądał jak dziadek. Uwielbiał chodzić w zielonym swetrze i w spranych już czerwonych spodniach i szczerze powiem, że wyglądał w nich jak wyrośnięty elf. Miał także taką zieloną szpiczastą czapkę którą zakładał zawsze na wigilii aby rozluźnić atmosferę.
- Stelsia powiedz mi o co chodzi bo przecież nie mogę patrzeć jak się tutaj marnujesz.- powiedział, a ja się do niego przytuliłam. Kochałam go bardzo bardzo.
Wiecie co mnie najbardziej bolało? To, że wyjechałam bez żadnego słowa pożegnania, a znając moją mamę pewnie Felixa nie dopuszcza nawet do drzwi.
Około 22 grudnia rodzice zadzwonili do moich dziadków i powiedzieli, że mamy przyjechać na wigilie i, że mój szlaban dobiegł końca.
Szczerze mówiąc od tego telefonu byłam już spakowana i gotowa do wyjazdu.
Samolot mieliśmy na następny dzień i prawdę mówiąc całą noc nie spałam bo wymyślałam wszystkie możliwe scenariusze spotkania z Felixem i co mu powiem. Około czwartej nad ranem zasnęłam.
Kiedy o szóstej babcia mnie obudziła miałam wrażenie, że cała moja energia wyparowała ze mnie.
Nie pamiętam kto mnie niósł na to lotnisko było ze mną gorzej niż wtedy kiedy wypiłam czystą z kubka (było to na prawdę grube melo).
Ledwo wystartowaliśmy i byliśmy jakoś godzinę od Texasu kierownik samolotu oznajmił, że przed nami zamieć śnieżna i trzeba coś tam zrobić w każdym bądź razie do Irlandii wrócę jutro.
Myślałam, że po prostu wyjdę z siebie i stanę obok. Mama mnie już na pewno nie wypuści z domu, gdyż będzie to w dzień wigilii i będzie mi kazała siedzieć w domu i sprzątać, gotować lub chuj wie co jeszcze robić.
Tak jak oznajmił kierownik dolecieliśmy 24 grudnia o czternastej. Nie chciało mi się czekać na bagaż i zostawiłam to wszystko dziadkom. Z lotniska biegłam do domu. To było jakieś piętnaście kilometrów. Czułam się jakbym przebiegłą stu kilometrowy maraton, a moje płuca już nie wiedziały czy są płucami czy może czymś innym. Wbiegłam do domu i rzuciłam się na podgrzewane kafelki w korytarzu.
- Ło panie! - wykrzyknęła moja ciocia wychodząc od strony kuchni na mój widok kiedy ja próbowałam uspokoić oddech.
- Nie panie tylko Stella.- poprawiłam ją i powoli wstałam i weszłam na górę do pokoju. Ściągnęłam wszystko ze siebie i poszłam od razu pod prysznic. Ubrałam się w czarną sukienkę z wycięciem na plecach i koronkowanymi 3/4 rękawkami i czerwone szpilki. Na usta nałożyłam w czerwoną szminkę, a na rzęsy czarny tusz i narysowałam czarne kreski. Kiedy skończyłam wszystko zeszłam na dół i ktoś zadzwonił dzwonkiem do drzwi.
- Stella, mogłabyś być kochana i otworzyć drzwi.- powiedziała z kuchni Ciocia, a ja pokiwałam twierdząco głową.
Otwarłam drzwi, a w nich stał Felix.
- Felix.
- Wiesz co. Nigdy nie sądziłem, że mogę tęsknić za kimś aż tak bardzo.- odpowiedział i zakończył to czułym pocałunkiem na moich ustach.

Jakie to słodkie <3
OdpowiedzUsuńAww *.*
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńGenialne *^*
OdpowiedzUsuń