czwartek, 5 marca 2015

Rozdział 5 - To przez tą pieprzoną wódkę. Znowu.

    "Ludzie nie popadają w nałogi, tylko wypełniają pustkę"


Queen siedzi jeszcze przez chwilę i się we mnie wpatruje. Wzrok ma rozbiegany, pewnie już coś zażyła. Później wstaje zataczając koła nogami i chwieje się. Podchodzi do mnie i chwyta mnie za łokcie. Czuć od niej alkohol, pewnie Jack Daniels - jej ulubiony. Z jej lekko przybrudzonej parki wylatują z kieszeni dwie paczki marlboro. Podnoszę je i chwilę się zastanawiam czy jej oddać.. W ostateczności schowałam je do tylniej kieszeni spodni.
"Podniosłam" Queen i próbowałam ją dociągnąć do domu.
Moich rodziców nie było, tata z mamą siedzieli na jakimś pokazie, a raczej tata siedział, bo moja mama jest modelką. Doczołgałam ją na ganek mojego domu, a ona się najpierw usiadła,a później położyła się na podłodze wyłożonej panelami i zaczęła się śmiać. Musiała to być na prawdę mocna dawka.
Na omacku wymacałam klucze z mojej kurtki i próbowałam trafić nimi do zamka od drzwi. Kiedy w końcu je otworzyłam najpierw wniosłam walizkę do domu, a następnie Queen.
- Charbry chodź opalimy jesce pół litla.- tak bardzo sepleniła, nie potrafiła dobrać słów.
- Dasz radę wejść na górę?- zapytałam się. Jasne, że nie da rady, przecież ledwo stoi.
- Jak ja nie dam rady, to nikt nie da rady.- bęłkneła pod nosem i zataczając się weszła (albo przynajmniej próbowała wejść) po schodach.  Kilka razy chyba nawet spadła, ale dość szybko się pozbierała i ostatecznie weszła do mojego pokoju.
Kiedy do niej wróciłam z aspiryną ona już dawno spała na moim łóżku. Położyłam tabletkę oraz szklankę wody na stoliku nocnym, a sama poszłam spać do salonu.

          Rano, jak zawsze z resztą obudził mnie budzik co oznaczało, że pora iść do szkoły. Rodzice za pewne wrócili późno w nocy i teraz śpią, dlatego lepiej będzie i dla mnie i dla nich jak zostawię im informacje w kuchni, że w moim pokoju śpi pijana i nie przytomna Queen i raczej nie będzie mnie w domu, bo w szkole jest wieczór filmowy który organizują Felix i Ariana.
Postanowiłam, że nie będę wchodzić do pokoju i budzić skacowanej Queen, dlatego wolałam wyciągnąć coś z jej walizki i mieć to z głowy. Postawiłam ją więc w pozycji poziomej i zaczęłam przeglądać zawartość. Oprócz tego, że w środku znajdowała się właściwie sama wódka w butelkach po wodzie.
          Queen była strasznie wysoka i bardzo chuda więc właściwie wszystkie jej rzeczy wyglądały na mnie jak wiszący worek. Na prawdę.
W ostateczności znalazłam długie, czarne getry oraz beżową bluzkę z długim rękawem. Zapewne u Q wyglądała jak crop top, natomiast na mnie była za duża. Do tego założyłam swoje czarne lity oraz w takim samym kolorze melonik który akurat zostawiłam na szafce.
Założyłam na nos okulary przeciwsłoneczne w złotych oprawkach, zabrałam plecak i wyszłam na przystanek.

Felix

      Od samego rana nie mogłem znieść nastrojów Ariany, zachowywała się okropnie. Miałem już myśli żeby ją po prostu zabić, a zwłoki pochować gdzieś na parkingu. 
- Możesz się w końcu czymś zająć, a nie siedzieć i wpatrywać się bez celu w jeden punkt.- zaczęła na mnie krzyczeć kiedy wieszała dekoracje na ścianie. 
- Kurwa, Ari okres masz dzisiaj czy coś?- zapytałem już całkowicie wkurzony,a ona rzuciła we mnie kawałkiem jakiegoś plastiku. Było warto.
Wróciła dalej do wieszania plakatów jakiś filmów i wolałem już jej nie denerwować. 
Wybrałem kilka filmów które były dla mnie odpowiednie i miałem nadzieje, że innym również się spodobają.  
- Czy ty się dobrze czujesz? Nikt nie będzie oglądać Mama Mii ! - krzyknęła i rzuciła we mnie pudełkiem po płycie. 
- Dobra Ari mam dość. Sama sobie to organizuj.- powiedziałem i rzuciłem plecakiem o ziemie.
- To ja mam dość! Mam dosyć tego, że ty nic nie robisz! Dlaczego tylko ja mam to organizować?!- krzyknęła i wybiegła z sali. Tego dnia już nie było jej w szkole. 


Lottie


     Wieczorem zaczął się odbywać wieczór filmowy. Brakowało cały czas Ariany, na prawdę się o nią martwiłam. Felix coś wspominał, że się obraziła, ale dokładnie nie wiem o co, chyba się po prostu pokłócili i najwidoczniej już nie chciała go widzieć.  Trochę było to przykre bo przecież zarówno ona jak i Felix się bardzo postarali z tym wieczorkiem. 
      Jako pierwszy film poszedł Kac Vegas i ogółem mało co ktoś to oglądał, bo albo zajmował się sobą, albo po prostu sobą i kimś innym. Znalazłam sobie bardzo przyjemny kącik z najlepszym zasięgiem i gniazdkiem z prądem dzięki czemu mogłam naładować telefon. Dogadałam się z Queen która obudziła się dwie godziny temu z potwornym kacem i bólem głowy, że przyjdzie po mnie i pójdziemy gdzieś pochodzić po mieście czy coś. 
   O północy wszyscy zaczęli się rozchodzić, albo zasnęli więc wyjdą o trzeciej nad ranem czyli wtedy kiedy to wszystko miało się zakończyć. Pożegnałam się z Felixem o w pół do pierwszej i poszłam pod Starbucka gdzie czekała na mnie Queen. 
- Carly, widziałaś gdzieś moje fajki?- zapytała mnie, a mi się przypomniało o dwóch paczkach w mojej kieszeni. Wzruszyłam ramionami, a ona oznajmiła, że musimy podejść do kiosku. Zgodziłam się. 
Queen weszła i kupiła paczkę Marlboro, pół litra wódki i jednego Jacka Danielsa. Queen była urodzoną narkomanką, pijaczką, palaczką i ogólnie wleciała w uzależnienia już w gimnazjum. Rodzice wysyłali ją już do specjalnej szkoły jednak za wiele to ona się tam nie nauczyła
.
Ciągnęła mnie po różnych ciemnych zakamarkach, aż w końcu doszłyśmy do opuszczonego magazynu który był jednocześnie siedzibą najgroźniejszego gangu w mieście, a za równo darmowym wypoczynkiem dla bezdomnych. Odsunęła rośliny oraz oderwała znaczną część tynku i wymacała po ciemku drabinę zrobioną ze sznura i drewna. Zaczęła się wspinać i co drugie słowo przeklinać pod nosem kiedy Jack Daniels o mało nie wylądował na mojej głowie. Znaczy mną by się nie przejęła, ale dla Queen zmarnowany alkohol to jak dla matki utrata dziecka jeśli wiecie co mam na myśli. W końcu kiedy dotarłyśmy na dach usiadłyśmy się i Queen zapaliła pierwszego papierosa. Długo zastanawiałam się czy wziąć czynnik noszący śmierć do ust.
    Zdarzyło się to dwa lata temu kiedy miałam piętnaście lat. Siedziałam ze znajomymi na dworcu i czekaliśmy na pociąg do innego miasta w celu przyjechania na festiwal. wszyscy śmiali się i witali itd. W końcu ktoś wyciągnął fajki. Wszyscy się na niego rzucili i od razu zaczęli palić. Mnie też namawiali. Możecie się domyślać - zgodziłam się.
Dla osoby która jest uzależniona od papierosów najgorszy jest Głód. 
Jeśli nie wiecie co to głód to w skrócie wam powiem, że to taka wielka, ale to wielka potrzeba zapalenia kolejnego papierosa, gdyż nie możesz wytrzymać bez nich. 
Po tym pierwszym "okazjonalnym" wybryku zdarzyły się następne. Zawsze sobie powtarzałam, że to tylko tak "okazjonalnie" chociaż już każdy wiedział, że bez fajek moje życie nie miałoby wtedy sensu. Chodziłam do pracy, brałam podwójne zmiany,a wszystkie pieniądze możecie się domyślić na co wydałam. Głupio mi było prosić cały czas rodziców o pieniądze, bo dla nich już to wszystko robiło się zbyt podejrzane. 
Byłam mistrzynią w demaskowaniu się. Na prawdę. 
Moja cała toaletka wypełniona była przeróżnymi perfumami, nawet w torbie nosiłam dwa w razie czego. Po każdej fajce brałam gumę do buzi, piskałam się perfumami,  brałam snikersa lub marsa który doskonale demaskował zapach i smak. 
Ale nic nie trwa wiecznie i moi rodzice w końcu odkryli mój nałóg. Zostałam wysłana na odwyk od września do grudnia i tak spędziłam swoje siedemnaste urodziny - w szpitalu. 
Wyleczyłam się. Od tamtego czasu nie brałam papierosa nawet do ręki. 

- Chcesz?- zapytała podając mi pudełko, a ja odmówiłam. Usiadłam się obok niej i otworzyłam pół litrówkę. Wzięłam duży haust powietrza i pociągnęłam duży łyk. Wszystkie moje wnętrzności odmówiły posłuszeństwa i powiedziały stanowcze "O Kurwa" spowodowane tak nagłą i dużą ilością czystej wódki. 
- Queen? - zapytałam. Od początku jej przyjazdu nurtowało mnie tylko jedne pytanie.
- Słucham.
- Dlaczego wyjechałaś? - zapytałam patrząc jej w oczy.
- Oh, Carly.- powiedziała i do jej oczu naleciały nagłe łzy.- Kiedy spotykałam się jeszcze... z resztą dobrze wiesz z kim.. Mówił mi jaka jestem idealna, że jestem tą jedyną i tak dalej. Parszywa Kurwa z niego wiesz? Pamiętam jak moja mama wtedy zmarła. Miałam mu to wtedy powiedzieć... A on po prostu się przelizał z inną laską. Nawet chyba teraz są razem. Miałam go wtedy dość. Straciłam wtedy z dnia na dzień dwie osoby które pokochałam. Kochałam go kurwa! Wtedy pierwszy raz zawitała do mnie żyletka.- powiedziała i podwinęła rękawy bluzy- Wiem, wiem okropnie to wygląda. Po prostu nie mogłam tego wytrzymać. Pamiętasz z resztą jak uciekłam kiedy moja mama poszła w piach. Ale ja wierzyłam. Wierzyłam, że ona powróci, wierzyłam, że on mnie nie zostawi, że będziemy razem. Wierzyłam, że to wszystko to tylko jakiś kurwa do reszty pojebany sen! Ale wiesz co? Wiara to zabawna rzecz. Pojawia się, kiedy tak na prawdę tego nie oczekujesz. To tak jakbyś pewnego dnia odkryła, że baśń może się nieco różnić od twoich wyobrażeń. Zamek, cóż może nie być zamkiem. I nie ważne jest "długo i szczęśliwie", ale  "szczęśliwie" teraz. Raz na jakiś czas, człowiek Cię zaskoczy i raz na jakiś czas człowiek może nawet zaprzeć Ci dech w piersiach. To takie dziwne co nie? Z dnia na dzień tracisz wszystko i chcesz od tego uciec. Dlatego wyjechałam. Tam gdzie byłam dużo mi pomogli, poznałam Erica który również miał podobną sytuację. Bardzo mi pomógł. Wiesz co Lottie? Niektórzy ludzie pojawiają się w naszym życiu i szybko odchodzą- jak on. Niektórzy zostają przez chwilę i zostawiają ślady w naszych sercach - jak Eric. Ale jedno jest pewne. My już nigdy, przenigdy nie będziemy tacy sami. 
- Wniosek z tego taki, że ludzie to kurwy.- oznajmiłam pociągnęłam jeszcze jeden łyk i zapaliłam. Pokonałam głód. To przez tą pieprzoną wódę. Znowu. 



Ariana
    Siedziałam w barze użalając się nad sobą nad szklanką soku z wódką. Przysiadł się do mnie jakiś wysoki rudy chłopak. Zamówił whiskey. Przypatrywałam mu się. 
Powiem szczerze był całkiem przystojny. 
- Mam coś na twarzy? Czy może obmyślasz plan jak mnie zabić? - zapytał nagle, a ja z rumieńcem na twarzy odwróciłam twarz i spojrzałam na szklankę.- Jestem Ed.- przywitał się. 
- Ari.- odpowiedziałam.
- To jakiś skrót? Czy tak po prostu?- zapytał z małym uśmieszkiem na ustach. 
- Ariana.- przedstawiłam się pod pełnym imieniem.
- Co tutaj robisz Ari? Powinnaś świętować dzisiejszą noc. Jutro impreza w stodole, jedynie, że się nie wybierasz, jest też taka opcja.
- Użalam się nad sobą. Z resztą przecież każdy przychodzi do baru bo ma problem, bo chcę coś obmyśleć. Jedynie, że po prostu chcę się upić. Jest też taka opcja.. Ty też zapewne nie jesteś tu bez powodu.
- Masz rację. Nie jestem.
- To co cie tu sprowadza, Ed?
- Czemu miałbym ci to powiedzieć?- odpowiedział mi pytaniem na pytanie. Zataczałam okręgi po szklance palcem.
- Bo jesteś sam jak palec, a ja jako jedyna wyrażam chęć rozmowy z tobą. Jedynie, ze wolisz tą dziewczynę która męczy tą rurę od dwóch godzin.- Wskazałam na panią w średnim wieku ubraną w spódniczkę mini, gorset, rajstopy z siatki oraz czarne kabaretki. Miała brązowe kręcone włosy z pasemkami siwizny oraz zielone oczy. 
- Przekonałaś mnie. Dziewczyna mnie rzuciła dzień przed naszą rocznicą, fajnie co nie?
- Nawet bardzo.- odpowiedziałam i poszłam z nim tańczyć do piosenki "La Tormenta de Arena". Godzinę później byliśmy w łazience. 

---
Specjalnie nie ujawniałam imienia byłego Queen. Możecie zgadywać kto nim był :) Dowiecie się w swoim czasie i tak zdążyliście już go poznać.


Piosenka do której tańczyli Ariana i Ed. 

Honey †

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz